czwartek, 18 października 2012

III. Harry, part II

O tak! Udało mi się. Parę powodów do szczęścia mam. Po pierwsze udało mi się zaliczyć 3 testy, cholernie trudne . Wiecej na moim 2 blogu : klik. Druga sprawa to to, że wyjeżdżam do Francji, niedługo ;)) Wreszcie zobaczę moją kuzynkę <3 Przepraszam że dopiero dodaje teraz, ale wcześniej niezłą jazdę miałam. Więcej na blogu do którego link podałam wcześniej.

Part II

***
Chwilę czekałam na odpowiedź. Po chwili zaczęli się śmiać. Prychnęłam i skrzyżowałam ręce po czym odwróciłam się do okna. Dziewczyna puknęła mnie delikatnie w bark.
- Przestań, nie raz w naszym życiu usłyszeliśmy to pytanie.- stwierdziła i uśmiechnęła się szeroko ukazując swoje nadzwyczajnie białe zęby.
- To może szanownie mi odpowiecie?- zapytałam trochę ostrzej. 
- Myślę że nasz znasz. Pomyśl chwilę.- stwierdził siedzący na przeciwko mnie chłopak w lokach. Przewróciłam teatralnie oczami po czym wzięłam głęboki wdech.
- Nie mam pojęcia kim jesteście i szczerze, to mnie już to nie obchodzi.- rzekłam i wstałam. Poszłam do toalety i siedziałam w niej z 30 minut. Przez ostatnie 5 dobijała się jakaś mała dziewczynka krzycząc: Wylaź dziefczynko. Wyszłam i dowiedziałam się że lot już się przedłużył. Nie wiem dlaczego nie zdecydowałam się na ten autokar. Cóż, takie jest życie. Usiadłam obok długonogiej i wpatrywałam się w chmury które przepływały obok samolotu. Moi towarzysze śmiali się i co jakiś czas podchodziły do nich jakieś nastolatki z uśmieszkami na twarzy. Przewracałam oczami na widok tego. Założyłam nogę na nogę i patrzyłam na wszystkich ludzi którzy znajdowali się parę metrów obok. Nic specjalnego. Po chwili nasz samolot wylądował. Westchnęłam i jak z procy ruszyłam po bagaże. Kolejka już była, rzecz oczywista. Kolejne dni spędzony w tym nudny mieście. Bywałam tutaj przecież parę razy w roku. Wolałabym Francję bądź Włochy. Ale cóż, to nie moje pieniądze więc oczywiście nie mogę decydować o niczym.
Po około 20 minutach odebrałam swoją walizkę i najchętniej rzuciłabym nią daleko. Ale nie zrobiłam tego. Dlaczego? Sama nie wiem. Poszłam turlając walizkę za sobą. Miałam iść pomieszkać w czasie moich "wakacji" u mojej starej znajomej. Byłam obecnie moją jedyną nadzieją na rozmowę. W połowie drogi dostałam od niej sms'a o treści: Przepraszam, ale czy mogłabyś być za 2 godziny, bo wpadłam na dawną znajomą siedzimy w kawiarni, ale z okna widzę że wyjazd będzie ciężki. Odpisz jak najszybciej. Mam nadzieję że podróż się udała. Tylko nie obrażaj się :) ". Nie, nie, nie! Moje życie jest beznadziejne. I gdzie mam iść? Pójdę pod jej dom. W trakcie spaceru pod dom odpisałam na sms'a : " Dziękuję że teraz mi to piszesz -.-, ale stało się. Nie wiem gdzie się podzieję bo zaraz chyba zemdleje. Cóż, dzięki za troskę, poradzę sobie sama. ;c". Po około 10 minutach znalazłam się przy bramie do wejścia. Dom był bardzo piękny, duży i wysoki. Zawsze chciałam mieć podobny. Jak zawsze otworzyłam sama sobie bramę. Wiedziałam że nie zamknęła piwnicy. Nigdy tego nie robi gdy przyjeżdżam jednakże sama bałam się wchodzić. Dzisiaj ryzyko musiało istnieć. Cicho niczym mysz wślizgnęłam się do obszernej piwnicy. Odstawiłam walizkę. Było ciemno. Rozejrzałam się. Usłyszałam szmer. Od razu się przestraszyłam. Wybiegłam z przerażeniem w oczach. Włosy latały mi po całej twarzy i nie widziałam gdzie biegnę. Po chwili jakoś dziwnie stanęłam i przekręciłam stopę w prawą stronę. Wrzasnęłam głośno "auu" i usiadłam na krawężniku. Tutejsze okolice były na ogół ciche jak na Londyn. Trzymałam się za kostkę i zacisnęłam zęby. Dłonią próbowałam rozmasować obolałe miejsce ale bez skutku. Po 10 minutach siedzenia wybrałam numer Joanne- mojej koleżanki. Niestety ale nie odbierała. Pech jak zwykle. Po chwili ujrzałam kogoś za drzewem.  Zdziwiłam się, ale nie mogłam sprawdzić kto to. Pokręciłam głową i westchnęłam. Po minucie się odwróciłam i postaci już nie było. Podparłam się dłonią i wzdychałam. Byłam jakieś 200 metrów od domu, męczarnia dla nogi. Poczekam tą godzinę czy dwie aż przyjedzie Joa.- pomyślałam. Po chwili poczułam czyjąś lodowatą dłoń na ramieniu. Odwróciłam się z uśmiechem.
- Joan...a nie.- stwierdziłam ze smutkiem w głosie. Był to chłopak o tej przedziwnej fryzurze. Dla mnie była dziwna i tyle.
- Eee, coś ci się stało że tak tutaj sobie siedzisz?- zapytał z uśmieszkiem.
- Coś ci się stało że tutaj jesteś?- spytałam nie wzruszona.
- Harry dla wiadomości, a ty ?
- A ja to ja.- zaśmiałam się. Dla ścisłości [T.I.]- dopowiedziałam cicho.
- Tak na serio, coś ci się stało, że tak tutaj siedzisz sama?- zapytał z powagą.
- Boli mnie stopa, po prostu biegłam i przekręciłam. Nie ma nad czym płakać.- stwierdziłam i delikatnie wzdrygnęłam ramionami. Wstałam i szłam przez chwilę normalnie lecz potem lekko zaczęłam utykać.
- Może lepiej żebym pomógł?- zapytał a ja od razu kiwnęłam że nie. Zawzięcie szłam dalej. Słyszałam że wołał coś ale ja to zignorowałam. Po około 20 minutach nie wytrzymałam. Noga tak cholernie bolała. Jednak on zniknął. Kto miał mi do cholery pomóc. Zapięłam moją skórzaną kurtkę. Zaczęło się robić zimno. Czemu? Przecież to lato i do tego środek dnia! Jednak wiem że od zawsze byłam dziwna. Dziwna kartka. Czyżby moja mama? Nie numer. Harry? Oby, bo Jo nie odbiera. Wyjęłam telefon i wybrałam numer oczekując że ktoś z drugiej strony szybko odbierze...

*~*

czwartek, 4 października 2012

II. Harry part I

Hej, dzisiaj pierwszy imagin, a właściwie pierwsza część imaginu o Harrym. Jutro chyba jeden z najlepszych dni w moim życiu ! Jt najprawdopodobniej napiszę o co chodziło ;))

Part I 

***

Dzień jak co dzień. Może jednak nie do końca. Wyjeżdżałam na krótkie wakacje. Była już końcówka lipca a ja tak bardzo chciałam wyjechać. Wyjechać za granice to najlepsza rzecz jaka mogła mnie spotkać. Miałam wyjechać do Francji za jakieś 2 dni. Byłam tak podekscytowana że aż nie mogłam spać. Dzień przed wyjazdem do mojego pokoju wszedł brat, a za nim młodsza o rok siostra. Mieli spuszczone głowy.
- Ej, o co wam chodzi?- zapytałam i uniosłam delikatnie brew. Uśmiechnęłam się w słodki sposób. 
- No bo mamy dla ciebie 2 wiadomości, myślę że obydwie złe.- zaczął niechętnie mój o 2 lata starszy brat którego zawsze traktowałam jak młodszego. 
- No dobrze, może jakoś przeżyje to zło.- zachichotałam i ukryłam twarz w dłoniach. Moja siostra uśmiechnęła się lekko. 
- Nie jedziesz do Francji, jedziemy do naszej ciotki w Bristolu.- cichutko pisnęła i cofnęła się o krok. Od razu uniosłam głowę i wrogo na nich spojrzałam.
- JedzieMY?- zaakcentowałam ostatnie dwie litery słowa i się przeraziłam. Miałam jechać nie dość że nie do Francji, ale do tego z moim pięknym rodzeństwem?! 
- Nie ma mowy! Wynoście się z mojego pokoju!- rzuciłam poduszką w Alice i Jake'a. Byliśmy rodziną i od zawsze się kłóciliśmy. Mieszkaliśmy nieopodal Bristolu już od jakiś 13 lat. W sumie ogólnie mówiąc w Anglii mieszkaliśmy jakieś 13 lat. Na tej wiosce parę miesięcy. To była jakaś okropna miejscowość o nazwie Easton. Nienawidziłam tutaj mieszkać. Na prawdę. Znałam zaledwie 3 osoby z czego 2 bywają tutaj raz na miesiąc czy też dwa miesiące. 1 z całej 3 była moja przyjaciółka Andrea. Nie znałam dobrze jej toku myślenia bo zawsze miewała durnowate pomysły. Kochałam ją jak siostrę, ale ostatnimi czasy coraz więcej było kłótni niż normalnych rozmów. Kolejne spotkania z nią kończyły się kłótnią o jej nowego chłopaka czy też o to że przeniosła się do innej szkoły. Nie wiem dlaczego to zrobiła. Zostałam sama i nikogo nie znałam. Każdy omijał mnie szerokim łukiem nawet nie patrząc na moją twarz. Nie wiem czemu tak było. Czasami rozmawiałam z jakimiś byle jakimi kujonami którzy pytali się co chwila gdzie jest sala 102, a gdzie jest sala 406. Nasza szkoła była ogromna, miała 6 pięter. Mieliśmy w niej podstawówkę, gimnazjum i liceum. Podstawówka miała oddzielny budynek który stał tuż obok. Szkoła nie mieściła się w Easton lecz w obocznej wiosce pod nazwą najprawdopodobniej Brigston. To miasteczko było mniejsze niż nasza 'wioska'. Alice i Jake także uczęszczali do ów szkoły. Lubiłam z nimi pogadać, ale mieli inne zajęcia, własnych przyjaciół. Oni umieli nawiązać kontakt, a ja byłam nieśmiała i często nietolerancyjna. Ale nie myślcie sobie że jestem jakimś potworem. Nie toleruję 'gwiazdek szkolnych'. Nimi byli Tara, Olivia, Clear, Olivier i Henry.  Udawali kiedyś moich przyjaciół a potem tylko ośmieszali przed szkołą. Chodzę do klasy z Olivia i Henrym. Henry nie raz udawał że się we mnie zakochał tylko po to żebym się upokorzyła mówiąc mu że jest fajny. Rację jednak miał, podobał mi się ale jakaś wielka miłość to nie była. Olivia bez swych przyjaciółeczek to fajna osóbka. Lubiłam z nią pogadać o nowych tuszach do rzęs czy lakierach do paznokci. Jednakże gdy pojawiały się te idiotki zmieniała się w jędze z wielkim nosem.
- Mamo! Czy to prawda?1- krzyknęłam wybiegając z pokoju i zbiegając po schodach.
- Tak [T.I], przepraszam Cię. Albo Bristol albo Londyn. Wybieraj.- mama szepnęła otwierając butelkę z wodą.
- Wolę Londyn, chociaż byłam tam paręnaście razy wole to niż siedzenie u babci z Alice i Jake'iem.- stwierdziłam i popędziłam na górę. Wszystkie rzeczy czyli koszulkę z napisem I <3 Paris, smycz z Paris, spodnie z flagą Francji i fullcup z podobnym nadrukiem jak na koszulce musiałam wyrzucić z walizki. Tak chciałam pojechać, ale cóż. Taki jest mój nędzny los. Położyłam się i nawet nie wiem kiedy, ale zasnęłam. Obudziłam się około 11 p.m. Przerażona popatrzyłam na zegarek. Zeszłam na dół. Mama siedziała i oglądała jeszcze swój serial.
- [T.I], a ty co tu robisz?
- A nic, o której ten nieszczęsny wyjazd?
- Musisz sobie sama kupić bilet, wyjedź jutro jeśli chcesz pobyć tam do połowy sierpnia. Inaczej skrócisz sobie wakacje.
- Dobra, jutro rano mnie nie będzie. Pa.- pocałowałam mamę w policzek. Poszłam się umyć i około 1 w nocy zasnęłam. Czułam się fatalnie. Co chwile się budziłam z bólem brzucha.
Rano około 5.30 wstałam. Wzięłam proszki na głowę. Zrobiłam makijaż i całkowicie zaspana opadłam na kanapę. Musiałam iść szybko po bilet bo znam lotnisko w Bristolu. Z resztą nie będę się tłukła autobusem. Jednak musiałam przeżyć tą godzinę w autokarze który codziennie kursował do miasta z naszej wioski. Około 7.30 wsiadłam w bus i wyruszyłam do miasta. Wysiadłam około 9 i pieszo poszłam na lotnisko. Nie siedziałam za długo bo od razu ustąpiłam starszej kobiecie miejsca. Po 10 minutach poczułam że ktoś puka mnie w plecy.
- Ejj, Eleanor...
- Przepraszam, ale ja nie jestem Eleanor.- stwierdziłam nawet się nie odwracając. Spuściłam głowę i z walizką czekałam na samolot o godzinie 11.30. Dosyć wcześnie, ale i ja nie byłam spóźnialska. Około 11.10 wezwano pasażerów do Londynu. Szybko zajełam miejsce przy oknie. Miałam wielką nadzieję że nikt koło mnie nie usiądzie jednak miałam jak zwykle pecha. Koło mnie usiadła ciemnowłosa dziewczyna o ładnej twarzy i chudych jak i długich nogach. Uśmiechnęłam się niechętnie i wyjęłam słuchawki z torby. Na przeciwko mnie usiadł chłopak którego rozpoznawałam od początku. Miał bujne loki, podejrzany uśmiech i był dosyć wysoki. Obok niego zasiadł jeszcze jeden chłopak, chyba Louis. Tak do niego mówił.
- Przepraszam czy przypadkiem skądś się nie znamy?- uniosłam lekko brew i przyglądalam się im.

* ^ *

Na dzisiaj koniec, niedługo kolejna część : D 

środa, 3 października 2012

I. Początek

Hej ;) Witam na moim blogu. Po adresie można wywnioskować że to Angielska strona ale się mylicie ;) Polska, Polska, Polska.
A więc tak, lubię 1 D i będę zamieszczała imaginy o nich. Czasami będą one na życzenie pewnych osób które błagały mnie o blog w realnym świecie ponieważ pisałam ponoć świetne imaginy.
Jednakże w związku tym że obecnie jest październik-szkoła wpisy bd pojawiać się co jakiś czas. Myślę że około 3 wpisy na tydzień się tutaj pojawią. Imaginy jednoczęściowe jak i dwuczęściowe, maksymalnie 5 częściowe ;>

Co jakiś czas będą notki gościnne wpisywane z mojego profilu ale podpisywane przez moje koleżanki. Do popisania ;*