Part II
***
Chwilę czekałam na odpowiedź. Po chwili zaczęli się śmiać. Prychnęłam i skrzyżowałam ręce po czym odwróciłam się do okna. Dziewczyna puknęła mnie delikatnie w bark.
- Przestań, nie raz w naszym życiu usłyszeliśmy to pytanie.- stwierdziła i uśmiechnęła się szeroko ukazując swoje nadzwyczajnie białe zęby.
- To może szanownie mi odpowiecie?- zapytałam trochę ostrzej.
- Myślę że nasz znasz. Pomyśl chwilę.- stwierdził siedzący na przeciwko mnie chłopak w lokach. Przewróciłam teatralnie oczami po czym wzięłam głęboki wdech.
- Nie mam pojęcia kim jesteście i szczerze, to mnie już to nie obchodzi.- rzekłam i wstałam. Poszłam do toalety i siedziałam w niej z 30 minut. Przez ostatnie 5 dobijała się jakaś mała dziewczynka krzycząc: Wylaź dziefczynko. Wyszłam i dowiedziałam się że lot już się przedłużył. Nie wiem dlaczego nie zdecydowałam się na ten autokar. Cóż, takie jest życie. Usiadłam obok długonogiej i wpatrywałam się w chmury które przepływały obok samolotu. Moi towarzysze śmiali się i co jakiś czas podchodziły do nich jakieś nastolatki z uśmieszkami na twarzy. Przewracałam oczami na widok tego. Założyłam nogę na nogę i patrzyłam na wszystkich ludzi którzy znajdowali się parę metrów obok. Nic specjalnego. Po chwili nasz samolot wylądował. Westchnęłam i jak z procy ruszyłam po bagaże. Kolejka już była, rzecz oczywista. Kolejne dni spędzony w tym nudny mieście. Bywałam tutaj przecież parę razy w roku. Wolałabym Francję bądź Włochy. Ale cóż, to nie moje pieniądze więc oczywiście nie mogę decydować o niczym.
Po około 20 minutach odebrałam swoją walizkę i najchętniej rzuciłabym nią daleko. Ale nie zrobiłam tego. Dlaczego? Sama nie wiem. Poszłam turlając walizkę za sobą. Miałam iść pomieszkać w czasie moich "wakacji" u mojej starej znajomej. Byłam obecnie moją jedyną nadzieją na rozmowę. W połowie drogi dostałam od niej sms'a o treści: Przepraszam, ale czy mogłabyś być za 2 godziny, bo wpadłam na dawną znajomą siedzimy w kawiarni, ale z okna widzę że wyjazd będzie ciężki. Odpisz jak najszybciej. Mam nadzieję że podróż się udała. Tylko nie obrażaj się :) ". Nie, nie, nie! Moje życie jest beznadziejne. I gdzie mam iść? Pójdę pod jej dom. W trakcie spaceru pod dom odpisałam na sms'a : " Dziękuję że teraz mi to piszesz -.-, ale stało się. Nie wiem gdzie się podzieję bo zaraz chyba zemdleje. Cóż, dzięki za troskę, poradzę sobie sama. ;c". Po około 10 minutach znalazłam się przy bramie do wejścia. Dom był bardzo piękny, duży i wysoki. Zawsze chciałam mieć podobny. Jak zawsze otworzyłam sama sobie bramę. Wiedziałam że nie zamknęła piwnicy. Nigdy tego nie robi gdy przyjeżdżam jednakże sama bałam się wchodzić. Dzisiaj ryzyko musiało istnieć. Cicho niczym mysz wślizgnęłam się do obszernej piwnicy. Odstawiłam walizkę. Było ciemno. Rozejrzałam się. Usłyszałam szmer. Od razu się przestraszyłam. Wybiegłam z przerażeniem w oczach. Włosy latały mi po całej twarzy i nie widziałam gdzie biegnę. Po chwili jakoś dziwnie stanęłam i przekręciłam stopę w prawą stronę. Wrzasnęłam głośno "auu" i usiadłam na krawężniku. Tutejsze okolice były na ogół ciche jak na Londyn. Trzymałam się za kostkę i zacisnęłam zęby. Dłonią próbowałam rozmasować obolałe miejsce ale bez skutku. Po 10 minutach siedzenia wybrałam numer Joanne- mojej koleżanki. Niestety ale nie odbierała. Pech jak zwykle. Po chwili ujrzałam kogoś za drzewem. Zdziwiłam się, ale nie mogłam sprawdzić kto to. Pokręciłam głową i westchnęłam. Po minucie się odwróciłam i postaci już nie było. Podparłam się dłonią i wzdychałam. Byłam jakieś 200 metrów od domu, męczarnia dla nogi. Poczekam tą godzinę czy dwie aż przyjedzie Joa.- pomyślałam. Po chwili poczułam czyjąś lodowatą dłoń na ramieniu. Odwróciłam się z uśmiechem.
- Joan...a nie.- stwierdziłam ze smutkiem w głosie. Był to chłopak o tej przedziwnej fryzurze. Dla mnie była dziwna i tyle.
- Eee, coś ci się stało że tak tutaj sobie siedzisz?- zapytał z uśmieszkiem.
- Coś ci się stało że tutaj jesteś?- spytałam nie wzruszona.
- Harry dla wiadomości, a ty ?
- A ja to ja.- zaśmiałam się. Dla ścisłości [T.I.]- dopowiedziałam cicho.
- Tak na serio, coś ci się stało, że tak tutaj siedzisz sama?- zapytał z powagą.
- Boli mnie stopa, po prostu biegłam i przekręciłam. Nie ma nad czym płakać.- stwierdziłam i delikatnie wzdrygnęłam ramionami. Wstałam i szłam przez chwilę normalnie lecz potem lekko zaczęłam utykać.
- Może lepiej żebym pomógł?- zapytał a ja od razu kiwnęłam że nie. Zawzięcie szłam dalej. Słyszałam że wołał coś ale ja to zignorowałam. Po około 20 minutach nie wytrzymałam. Noga tak cholernie bolała. Jednak on zniknął. Kto miał mi do cholery pomóc. Zapięłam moją skórzaną kurtkę. Zaczęło się robić zimno. Czemu? Przecież to lato i do tego środek dnia! Jednak wiem że od zawsze byłam dziwna. Dziwna kartka. Czyżby moja mama? Nie numer. Harry? Oby, bo Jo nie odbiera. Wyjęłam telefon i wybrałam numer oczekując że ktoś z drugiej strony szybko odbierze...
*~*
- Nie mam pojęcia kim jesteście i szczerze, to mnie już to nie obchodzi.- rzekłam i wstałam. Poszłam do toalety i siedziałam w niej z 30 minut. Przez ostatnie 5 dobijała się jakaś mała dziewczynka krzycząc: Wylaź dziefczynko. Wyszłam i dowiedziałam się że lot już się przedłużył. Nie wiem dlaczego nie zdecydowałam się na ten autokar. Cóż, takie jest życie. Usiadłam obok długonogiej i wpatrywałam się w chmury które przepływały obok samolotu. Moi towarzysze śmiali się i co jakiś czas podchodziły do nich jakieś nastolatki z uśmieszkami na twarzy. Przewracałam oczami na widok tego. Założyłam nogę na nogę i patrzyłam na wszystkich ludzi którzy znajdowali się parę metrów obok. Nic specjalnego. Po chwili nasz samolot wylądował. Westchnęłam i jak z procy ruszyłam po bagaże. Kolejka już była, rzecz oczywista. Kolejne dni spędzony w tym nudny mieście. Bywałam tutaj przecież parę razy w roku. Wolałabym Francję bądź Włochy. Ale cóż, to nie moje pieniądze więc oczywiście nie mogę decydować o niczym.
Po około 20 minutach odebrałam swoją walizkę i najchętniej rzuciłabym nią daleko. Ale nie zrobiłam tego. Dlaczego? Sama nie wiem. Poszłam turlając walizkę za sobą. Miałam iść pomieszkać w czasie moich "wakacji" u mojej starej znajomej. Byłam obecnie moją jedyną nadzieją na rozmowę. W połowie drogi dostałam od niej sms'a o treści: Przepraszam, ale czy mogłabyś być za 2 godziny, bo wpadłam na dawną znajomą siedzimy w kawiarni, ale z okna widzę że wyjazd będzie ciężki. Odpisz jak najszybciej. Mam nadzieję że podróż się udała. Tylko nie obrażaj się :) ". Nie, nie, nie! Moje życie jest beznadziejne. I gdzie mam iść? Pójdę pod jej dom. W trakcie spaceru pod dom odpisałam na sms'a : " Dziękuję że teraz mi to piszesz -.-, ale stało się. Nie wiem gdzie się podzieję bo zaraz chyba zemdleje. Cóż, dzięki za troskę, poradzę sobie sama. ;c". Po około 10 minutach znalazłam się przy bramie do wejścia. Dom był bardzo piękny, duży i wysoki. Zawsze chciałam mieć podobny. Jak zawsze otworzyłam sama sobie bramę. Wiedziałam że nie zamknęła piwnicy. Nigdy tego nie robi gdy przyjeżdżam jednakże sama bałam się wchodzić. Dzisiaj ryzyko musiało istnieć. Cicho niczym mysz wślizgnęłam się do obszernej piwnicy. Odstawiłam walizkę. Było ciemno. Rozejrzałam się. Usłyszałam szmer. Od razu się przestraszyłam. Wybiegłam z przerażeniem w oczach. Włosy latały mi po całej twarzy i nie widziałam gdzie biegnę. Po chwili jakoś dziwnie stanęłam i przekręciłam stopę w prawą stronę. Wrzasnęłam głośno "auu" i usiadłam na krawężniku. Tutejsze okolice były na ogół ciche jak na Londyn. Trzymałam się za kostkę i zacisnęłam zęby. Dłonią próbowałam rozmasować obolałe miejsce ale bez skutku. Po 10 minutach siedzenia wybrałam numer Joanne- mojej koleżanki. Niestety ale nie odbierała. Pech jak zwykle. Po chwili ujrzałam kogoś za drzewem. Zdziwiłam się, ale nie mogłam sprawdzić kto to. Pokręciłam głową i westchnęłam. Po minucie się odwróciłam i postaci już nie było. Podparłam się dłonią i wzdychałam. Byłam jakieś 200 metrów od domu, męczarnia dla nogi. Poczekam tą godzinę czy dwie aż przyjedzie Joa.- pomyślałam. Po chwili poczułam czyjąś lodowatą dłoń na ramieniu. Odwróciłam się z uśmiechem.
- Joan...a nie.- stwierdziłam ze smutkiem w głosie. Był to chłopak o tej przedziwnej fryzurze. Dla mnie była dziwna i tyle.
- Eee, coś ci się stało że tak tutaj sobie siedzisz?- zapytał z uśmieszkiem.
- Coś ci się stało że tutaj jesteś?- spytałam nie wzruszona.
- Harry dla wiadomości, a ty ?
- A ja to ja.- zaśmiałam się. Dla ścisłości [T.I.]- dopowiedziałam cicho.
- Tak na serio, coś ci się stało, że tak tutaj siedzisz sama?- zapytał z powagą.
- Boli mnie stopa, po prostu biegłam i przekręciłam. Nie ma nad czym płakać.- stwierdziłam i delikatnie wzdrygnęłam ramionami. Wstałam i szłam przez chwilę normalnie lecz potem lekko zaczęłam utykać.
- Może lepiej żebym pomógł?- zapytał a ja od razu kiwnęłam że nie. Zawzięcie szłam dalej. Słyszałam że wołał coś ale ja to zignorowałam. Po około 20 minutach nie wytrzymałam. Noga tak cholernie bolała. Jednak on zniknął. Kto miał mi do cholery pomóc. Zapięłam moją skórzaną kurtkę. Zaczęło się robić zimno. Czemu? Przecież to lato i do tego środek dnia! Jednak wiem że od zawsze byłam dziwna. Dziwna kartka. Czyżby moja mama? Nie numer. Harry? Oby, bo Jo nie odbiera. Wyjęłam telefon i wybrałam numer oczekując że ktoś z drugiej strony szybko odbierze...
*~*